<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Zmieniła się dola mojej matki">
<author_1="Lucjan Przeniosło">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="10">
<date="1951-10-14">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Od naszego korespondenta. Zmieniła się dola mojej matki. „Przyjaciółko"! List ten napisałem dlatego, źe wiele kobiet narzeka na brak mięsa, a zapomniały jak przed wojną żyły wraz z rodzinami. Jeżeli zmieniła się całkowicie dola mojej matki, to zmieniła się ona wszystkim kobietom w Polsce, ale czy wszystkie kobiety o tym wiedzą i pamiętają? Pamiętam i matka moja przypomina mi przedwojenne, wczesne, mgliste ranki, a później upalny żniwny dzień pracy. Upalny i żniwny, ale jakże inny choć wydawałoby się podobny do dnia w roku 1951 r. Dziś na tym samym polu, na którym pracowała przed wojną, pracuje dla siebie i dla mnie, a już nie jest pędzona batem, by robiła szybciej, szybciej dla pana dziedzica. Dziś, kiedy spekulant, ten wróg klasowy stara się wmówić kobiecie wiejskiej, czy też z miasta, że brak jest mięsa, że to „takie czasy", to moja matka mi przypomina, jak to było wtedy kiedy ojciec o zmierzchu wracał z dworu od dziedzica z pracy. Tylko na wielkie święto był cukier czy mięso, zapałkę na cztery części wzdłuż z oszczędności dzielić musieli, uczyłem się w blasku księżyca, bo nafty szkoda, bo była droga. Wieczorem ojciec omłócił zboże cepami, a później w żarnach (młyn ręczny) zmeł na chleb czarny, trzeszczący w zębach, bo na opłacenie młyna stać nas nie było. I ja pamiętam, i matka moja, i wiele kobiet tych z dworu, jak panu zboże składano w stogi, w których tysiące myszy się żywiło a matka moja i wiele kobiet ukradkiem spod pługa wybierały ze ścierni porośnięte, pozostawione kłosy. A pan starosta czy administrator, na koniu z psami z pola zganiał te kobiety i moją matkę. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
